Z PAMIĘTNIKA EPILEPTYKA

2016-12-11

Podświadomie bałem się tej grudniowej pełni. I rzeczywiście, wygląda to nieciekawie. Z powodu jakichś zawirowań na poczcie, nie mam  CannabiGoldu.  O innych synergicznych kanabinoidach nawet nie marzę. Dobrze że w okresie gdy czułem się lepiej, poszedłem do lekarza po chemiczne trucizny przeciwpadaczkowe, jednak muszę jeść ich tyle, że jestem zatruty i mój żołądek nie przyjmuje żadnych pokarmów. Sprzężenie zwrotne- co zjem to zwracam. Najgorsza jest pogoda. Bardzo silny wiatr rozsadza czaszkę i „łamie” mi kości nóg. do tego  jeszcze siekący deszcz. Współczuję sikorkom, które za oknem, uwijają się przy słoneczniku oraz słoninie. Dzisiaj rano, moją „ptasią stołówkę” odwiedziła nawet sójka. Gdy wracam pamięcią do lat 60, 70, dochodę do wniosku że nawet ptactwo schodzi na psy. Nasza planeta jest tak zatruta że nawet pospolite wróble to rzadki widok. A w latach 6o-tych trzymałem w pogotowiu atlas ptaków, bo przylatywały takie perełki, jak remizy czy krzyżodzioby. O gilach, dzwońcach czy szczygłach, nawet nie wspomnę. Ale wróćmy do mniej przyjemnego tematu, czyli mojej padaczki oraz polineuropatii. Bardzo się boję tego że gdyby przyszła seria ataków, które trzymałem dotąd na konopnej smyczy,  może się to bardzo żle skończyć.

14390939_666143450204850_838455244728024823_n

Udostępnij

Komentarze Facebook

comments

Epi WilkolakZ PAMIĘTNIKA EPILEPTYKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *