mm

WŁADZA BLIŻEJ LUDZI – LIST BOGDANA JOT (AUTORA KSIĄŻEK O MARIHUANIE) DO CZŁONKÓW KOMISJI ZDROWIA

Z uwagi na fakt, że znany aktywista w walce o rozluźnienie reżimów zastosowania marihuany w medycynie i o znowelizowanie w tym zakresie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – został zdaje się totalnie zbanowany przez stronę rządzącą, w związku z czym nie jest w stanie przebić się ze swoją argumentacją do członków Komisji Zdrowia – za zgodą autora, Bogdana Jot, wklejamy jego list i prosimy o udostępnienia – może dotrze dzięki mediom społecznościowym do adresatów?

List drukujemy wraz z autorskim post scriptum autora.

#władzaBliżejLudzi

17 luty 2017 r.

Bogdan Jot

Po posiedzeniu Komisji – list do członków Komisji Zdrowia

Szanowne Panie Posłanki, szanowni Panowie Posłowie!

Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy jest sens pisać ten list. Po pierwsze, wszystkie decyzje w sprawie marihuany, jak się wydaje, już zapadły, a cała reszta, czyli czekające nas czytania i głosowania, to jedynie część sejmowego rytuału, który jest niezbędny, choć do samej sprawy nic nie wnosi. Po drugie, wcale nie mam pewności, czy ten tekst dotrze do adresatów, czy może raczej, decyzją czujnych asystentów, trafi do kosza. Ale z drugiej strony nie chciałbym, żeby kiedyś ktoś z Państwa powiedział „szkoda, że wcześniej tego nie wiedziałam/-łem”. Więc jednak napiszę…

1. Ministerstwo Zdrowia zastanawia się, czy będzie w Polsce duże zapotrzebowanie na medyczną marihuanę. Swoje wątpliwościach opiera na niewielkiej liczbie wniosków o import docelowy. To marna podstawa do rozważań i w MZ nie mogą o tym nie wiedzieć. Stygmatyzacja tego leku, dodatkowe obowiązki sprawozdawcze związane z jego stosowaniem (odbierane, przynajmniej przez niektórych lekarzy, jako ostrzeżenie – wiem, bo to właśnie od lekarzy się o tym dowiedziałem), wciąż żywe wspomnienie zawodowych losów dr. Bachańskiego, jawna niechęć niektórych konsultantów wojewódzkich i ich stanowcza zapowiedź, że żadnego wniosku nie podpiszą… wszystko to stwarza mało komfortową sytuację, w której lekarz, nawet przekonany do celowości spróbowania tej terapii, trzy razy się zastanowi przed wystawieniem wniosku. Zalegalizowanie medycznych zastosowań marihuany oczywiście diametralnie zmieniłoby tę sytuację.

A jakie może być realne zapotrzebowanie na marihuanę ze strony polskich chorych? Mówię o tym w moim wpisie blogowym, serdecznie zapraszam do rzucenia okiem: http://marihuanaleczy.pl/skala-problemu/

2. Ciekawa i kuriozalna jest argumentacja Ministerstwa Zdrowia, że lekarze nie chcą przepisywać chorym marihuany, bo jest to jedynie leczenie objawowe, a nie przyczynowe i że istnieją dla marihuany sprawdzone alternatywy farmaceutyczne. Tak wypowiada się osoba posiadająca dyplom lekarza medycyny… Chciałbym zapytać: Panie Ministrze, jakie ma Pan sprawdzone alternatywy farmaceutyczne w przypadku padaczki lekoopornej? Mógłby Pan wyjaśnić mnie, nielekarzowi, co oznacza słowo „lekooporny”? – bo chyba jednak nie rozumiem. A przy okazji prosiłbym też o orientacyjną informację, jaka część specyfików sprzedawanych w aptekach służy do leczenia przyczynowego: 90%? 50%? … 10%?

3. Ministerstwo nie wie, jakie będzie zgłaszane przez chorych zapotrzebowanie na lek. Oczywiście, wątpliwość słuszna, będziemy mogli się tego dowiedzieć dopiero po poznaniu odpowiedzi na parę ważnych pytań: kiedy polscy lekarze przestaną się bać marihuany? jaka będzie faktyczna dostępność leku w aptekach? (bo jeśli taka, jak na import docelowy, to sukcesu nie wróżę), no i najważniejsze: jaka będzie cena? (bo mocno się obawiam, że sporo powyżej czarnorynkowej – z oczywistymi tego implikacjami…).

Pomysł, żeby marihuanę importować, jest, moim zdaniem, bardzo słuszny: przy dobrych układach pierwsze partie suszu mogłyby dotrzeć do Polski właściwie natychmiast po wejściu w życie nowelizacji prawa, podczas gdy na plon z upraw krajowych trzeba czekać wiele miesięcy. Ale moim zdaniem import powinien być z góry określony w ustawie jako rozwiązanie przejściowe na pierwszy okres (dwa lata? trzy?) obowiązywania nowych regulacji. A potem oczywiście uprawy krajowe, które, powtórzę, powinny od razu być wpisane jako rozwiązanie docelowe.

Trochę rozbawiła mnie wypowiedź, że przecież jak będzie mokry rok, to będzie niższy plon i kto skontroluje, czy różnicy ktoś nie wyprowadził na czarny rynek. Naprawdę nasze państwo jest tak kiepsko zorganizowane, że taki problem jest dla nas nie do przeskoczenia? Naprawdę tak się uważa w Sejmie?

4. Na przekonanie lekarzy będzie potrzebna dłuższa chwila, nie mam co do tego wątpliwości. Jednym z najsmutniejszych powodów tego stanu rzeczy jest to, że na przeszkodzie stanie oficjalna medycyna. Już staje. Niedawno odbyła się we Wrocławiu nasza konferencja, jej częścią był panel dyskusyjny poświęcony stosowaniu kannabinoidów w padaczce dziecięcej. Wśród panelistów było 2 zagranicznych profesorów neurologii dziecięcej posiadających spore doświadczenie praktyczne na tym polu. Zaprosiliśmy trzy polskie towarzystwa neurologiczne (w tym jedno posiadające w nazwie epilepsję i jedno – neurologię dziecięcą), ale z naszego zaproszenia nie skorzystało żadne z nich. Ponadto informację o konferencji chcieliśmy zamieścić na kilku internetowych portalach dla lekarzy oraz w oficjalnym organie Naczelnej Rady Lekarskiej – „Gazecie Lekarskiej”. Bez skutku: zainteresowanie tematem było zerowe…

5. W czasie obrad Komisji kilka razy wspomniano o zasadzie „primum non nocere”, którą muszą kierować się lekarze. Przypominali o niej sami obecni na sali lekarze. Chciałbym ich zapytać: a co w sytuacji, kiedy wiadomo, że nierobienie niczego przynosi zdecydowanie większą szkodę niż podjęcie działania niesprawdzonego w oficjalnych procedurach, ale wykazującego w praktyce sporą skuteczność i znikomą szkodliwość? Co wtedy – czy w takiej sytuacji lekarz nie powinien móc zdecydować, że nie będzie szkodzić przez zaniechanie działania?

6. W wypowiedziach posłów i przedstawicieli zaproszonych instytucji często przewijały się terminy „surowiec farmaceutyczny”, „środek do produkcji leków”, „przetwory z konopi”. Proszę jednak pamiętać, że wszędzie, gdzie zalegalizowano medyczny użytek marihuany, najbardziej powszechną formą dostarczaną pacjentom (przepraszam, doprecyzuję: ZDECYDOWANIE najbardziej powszechną formą) jest susz.

Pracownik NIL zapytał: „Jak ten susz aplikować dzieciom?”.

Proszę Państwa, rodzice od dawna wiedzą jak. Proszę mi wierzyć, że w znalezieniu właściwej dawki, najlepszej drogi podawania leku czy odpowiedniej częstotliwości jego zażywania żaden aptekarz nie będzie tak skuteczny jak rodzice (albo dorośli chorzy). Niektórym pacjentom lepiej służą czopki z masła kakaowego, innym z oleju kokosowego; u jednych trochę za dużo THC powoduje niepożądane reakcje, u innych przynosi rewelacyjne rezultaty; jednym wystarcza dawka x, inni potrzebują dwa albo i trzy razy więcej. Jeżeli w aptekach bez problemu będzie można otrzymać odpowiedni preparat dobrze dopasowany do indywidualnych potrzeb, to w porządku. Ale powiem szczerze, że mam co do tego spore wątpliwości.

W przesłanym Państwu kiedyś nagraniu wspominałem, że odmienność marihuany od leków farmaceutycznych polega między innymi na tym, że bardzo rośnie rola pacjenta, która nie polega już na wykonywaniu poleceń lekarza, lecz na współtworzeniu procesu terapeutycznego, a nawet na odgrywaniu w nim wiodącej roli. Myślę, że między innymi stąd bierze się niechęć wielu lekarzy, przyzwyczajonych do innej zależności.

7. Pytanie techniczne (i to rzeczywiście jest pytanie, nie znam na nie odpowiedzi): przedstawiciel BAS stwierdził, że „wskazana byłaby notyfikacja” pozostałych krajów Unii. Pytanie jest następujące: czy rząd RP otrzymał taką notyfikację od rzędu Niemiec? (Niemcy niedawno mocno zmienili swoje prawo i umożliwili chorym o wiele szerszy dostęp do medycznej marihuany). Albo od rządu Republiki Czeskiej, gdzie zmiany w prawie miały miejsce w 2013?

8. Uwaga końcowa: mówiąc o negocjacjach nad treścią ustawy, p. poseł Raczak stwierdził w pewnym momencie: „Proszę docenić drugą stronę”. No właśnie: nie mamy problemu, który trzeba załatwić ku pożytkowi chorych. Mamy jedną stronę i drugą stronę…

Z poważaniem

Bogdan Jot

Niespodziewany PS:

wszystkie wiadomości wysłane na oficjalne skrzynki sejmowe wróciły niedoręczone. Powód? „Rejected due to DNS BlackList server response” (czyli, o ile dobrze to rozumiem, zostałem wpisany na czarną listę i trwale zablokowany; być może posłowie -lub ich asystenci- nie lubią, jak się do nich za często i za długo pisze). Sprawę podrążę i spróbuję się zorientować, jak to faktycznie wygląda.

Udostępnij

Komentarze Facebook

comments

Jakub GajewskiWŁADZA BLIŻEJ LUDZI – LIST BOGDANA JOT (AUTORA KSIĄŻEK O MARIHUANIE) DO CZŁONKÓW KOMISJI ZDROWIA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *